środa, 15 kwietnia 2020

"PŁONĄCY ŚWIAT" I.MARION - PŁONIE NICZYM MOJE NADZIEJE WOBEC TEJ SERII.

Pamiętacie mój zachwyt nad „Wiecznie żywym”? No, to już mi przeszedł. A dokładnie doprowadził do tego drugi tom serii tego autora, mianowicie „Płonący świat”.
Seria „Ciepłych ciał” Isaaca Mariona składa się z 4 części. A tak dokładniej to z 3,5, bo przed I tomem mamy tom 0,5, czyli taki wprowadzający. Nigdy nie ogarniam tych połowicznych tomów i zakrawa mi tu o S.J.Maas i pierdyliard części „Szklanego tronu”.
Niestety, drugi tom „Ciepłych ciał” zmiótł mnie z krzesła, ale w negatywnym sensie. Moją opinię potwierdza kilku znajomych, którzy także nie przebrnęli przez tę książkę. Aha, uwaga. Nie doczytałam jej do końca, bo po prostu nie podołałam i było to dla mnie męczarnią – pragnę zaznaczyć ten mały fakt. Więc traktujcie ten wpis trochę z przymrużeniem oka, bo może końcówka zrzucała papcie z nóg, a ja po prostu do niej nie dotarłam. BO UMARŁAM WCZEŚNIEJ Z 7 RAZY (z nudów).
Akcja? Jakaś tam jest. Spoko, w końcu czego można się spodziewać w książce o zombie. Zombie? Były, więc tematyka utrzymana, natomiast główny bohater (uwaga: zombie) za bardzo wyewoluował w swoim zombie-filozoficznym rozumie tworząc tomy westchnień pełnych żalu, smutku i wspomnień minionego lata. Gdyby chociaż można to było porównać do „Rozmyślań” Marka Aureliusza... gdyby to chociaż miało sens... Ale nie ma. Uprzedzam – starałam się i czytałam te jego zombie-rozkminy. Zajęło mi to kilka wykładów na uczelni. Ale nie udało się; po jakimś czasie przerzucałam kartki z jego wewnętrznymi monologami szukając akcji. Pojawiła się w końcu, bo zaczęto odcinać palce itd. Niestety, nawet to nie uratowało wartkości akcji w tej książce – rozmyślania R przemieniały się w dialogi z Julią i – o ironio – były powtórką jego dotychczasowych rozkmin w samotności. 


(hatfu)

Chętnie dowiedziałabym się, jako potoczyły się ich dalsze losy i co stało się z dozgonnym przyjacielem R (silnie staram się nie spojlerować). Jak dalej potoczą się losy ich bazy? Kim są nowe postacie?
Odłożyłam książkę w okolicy 120 strony. A tak właściwie, to po prostu oddałam ją do biblioteki. Smutno mi, bo I tom był bardzo fajny i obiecujący świetlaną przyszłość dla bohaterów i historii, niestety plan spalił na panewce i skierował się w złą stronę – no, może nie do końca złą. Złą z mojego punktu widzenia, nie lubię czytać wielostronicowych rozmyślań o miłości i niedoli głównego bohatera, interesujących niczym opisy przyrody w „Nad Niemnem”.
Z tego co kojarzę, to jest to mój pierwszy książkowy ZombieFail. Mimo wszystko I tom czyli „Wieczni żywy” wspominam bardzo dobrze i dalej go polecam z głębi serduszka. Utrzymuje dobre noty na lubimy czytać, bo 8/10, natomiast tak hejtowany przeze mnie w tym poście tom ma już tylko 6,5/10.
Halo, o czymś to chyba świadczy? Nie zamierzam dalej zagłębiać się w tę serię.


ulkens

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 Przeniosłam się na   instagram ----> https://www.instagram.com/polzywe_recenzje/