środa, 27 marca 2019

"Apokalipsa Z" - trylogia - Manel Loureiro - "z pchlarzem wśród zombie"

„Apokalipsa Z” Manel Loureiro. Trylogia:
  1. „Początek Końca”
  2. „Mroczne Dni”
  3. „Gniew Sprawiedliwych”

Trylogię „Apokalipsa Z” stawiam na drugim miejscu w moim rankingu najlepszych zombieserii, ex aequo z „Infekcją” Andrzeja Wardziaka. Na tejże liście jest różnorodnie, bo zaczynam amerykańskim „The Walking Dead”, przechodząc przez polską „Infekcję” i kończę na hiszpańskiej „Apokalipsie Z”.
Właśnie za swoją hiszpańskość „Apokalipsa Z” załapała u mnie pierwszego plusa! Już gdy zaczęłam czytać tom pierwszy: „Mroczne dni”, okazało się że główny bohater jest Hiszpanem, tak samo jak autor serii – Manel Loureiro. Za serce jeszcze bardziej chwycił mnie fakt, że główny bohater „Apokalipsy Z” ma na imię... Manel. Uwielbiam, kiedy autor wkłada w książkę cząstkę siebie, a nie na siłę próbuje kreować świat, którego nawet nie zna (proszę mi tu nie zarzucać, że nikt nie zna świata post apokaliptycznego, ok?). Manel włożył do opowieści część Hiszpanii (sporą! On, jak i inna bohaterka, a także pewien gruby perski kot imieniem Lukullus towarzyszący Manelowi są z tego kraju), tak samo potem sprawnie nawiązuje do swojej ojczyzny, mimo że akcja przenosi się na inny kontynent. Loureiro zawodowo jest prawnikiem – książkowy Manel przed apokalipsą także nim jest. Dzięki takim chwytom, moim zdaniem, do nawet najbardziej absurdalnej książki można przemycić pierwiastek prawdy, jak i większej wiarygodności, że autor wie, o czym pisze. Prawnik łatwiej wczuje się w prawnika walącego zombie w ryjca bejsbolem. Taka prawda.

www.pexels.com

„Apokalipsa Z” łamie wszystkie poznane przeze mnie dotychczas książkowe konwenanse. Czy ktoś z Was miał pomysł, aby zabrać kota na samobójczy rejs jachtem, uciekając przed stadem zombie (poza mną, ja miałam)? By jechać na mule niczym Mojżesz pośród hordy obrośniętych grzybem chodzących trupów? Lub, by nagle – od tak – przedstawić w książce, jak by sobie poradziła Korea Północna po apokalipsie zombie? (w sumie autor miał całkiem realną wizję Korei. Trochę to straszne. Dla ciekawskich i niecierpiących zwłoki: 3 tom.)
Wraz z Manelem, Lukullusem i kilkoma innymi ważnymi postaciami, które pojawiają się dopiero potem, przemierzamy praktycznie cały świat w walce o lepsze jutro. Spotykamy się z OGROMEM brutalności, przemocy i okropieństwa, zdawanego nie tylko przez trupy. Im dalej zajdziemy w historię, tym bardziej zdamy sobie sprawę, że to nie zombie są najgorszymi potworami na ziemi, a ludzie. Chęć rządzenia „Nowym Światem” jest tak silna, kusząca i wydająca się być na wyciągnięcie ręki, że ludzie zaczynają szaleć. Praktycznie powtarza się historia z czasów II Wojny Światowej.
Osobiście uważam, że autor mógł się inspirować (bądź wyszło to całkowicie przypadkiem) Ludwikiem Gumplowiczem i jego teorią konfliktów, ponieważ Manel bardzo podkreślił różnorodność grup, które ocalały i zaczęły się zrzeszać, by móc przetrwać dalej. Ich spory i walki są charakterystyczne dla spojrzenia Gumplowicza, ale myślę, że mało kogo to interesuje.


Plusy tej powieści: zdecydowanie duża fantazja autora, lokowanie akcji w różnych miejscach świata, oryginalne i sprawne wprowadzanie nowych postaci, talent Loureiro do budowania silnych relacji między czytelnikiem, a głównymi bohaterami, ciekawe przedstawienie końca apokalipsy i życia po, opisanie zachowania społeczeństwa po tragedii, zachowań masowych i jednostkowych w sytuacjach kryzysowych. Pokazał prawdziwe oblicze ludzi. Dodatkowo książki mają ładne okładeczki (jam jest okładkowa sroka).
Minusy, jakie zauważyłam i odczuwam: brak realności, główny bohater ma chyba 92048 żyć, a wyczerpał może 2?, Loureiro powinien wymyślić nowe synonimy do słów „uderzyć, strzelić, zabić, ożyć”. Niektórzy mogą to odbierać jako coś normalnego, ale mnie strasznie wkurzało zachowanie bab! Boże! Czemu większość bab w sytuacjach stresogennych musi być taka upierdliwa i przeszkadzająca w przeżyciu... Może jestem przewrażliwiona, ale sama jestem babą i nie zachowałabym się tak jak pewna bohaterka w 3 tomie: „Gniewie Sprawiedliwych”, ponieważ to było po prostu GŁUPIE (mam na myśli sytuację z „Kotem”). Druga rzecz, która mnie zniesmaczyła, to wyolbrzymiony gniew chyba samego autora na początku 3 tomu. Przekleństwa wciskane na siłę w każdą wypowiedź i myśl głównego bohatera nieco wzbudzały u mnie zażenowanie.
Reasumując. Jeśli lubicie Zombie, survival, walkę o przetrwanie, historię prawdziwej miłości (głównie przyjacielskiej – gdzie przyjaciel jest gotów oddać za nas życie, ale także miłości między kochankami i trochę naleciałości szekspirowskich), czegoś w pewnym sensie nieoryginalnego wykonanego w oryginalny sposób – koniecznie sięgnijcie po trylogię „Apokalipsa Z”! Nie będziecie żałować. Napisana jest w przystępnym języku, czyta się szybko, a akcja wręcz wylewa się przez okładkę.
Aktualnie na rynku nie ma papierowej wersji po polsku 3 tomu, czyli „Gniewu Sprawiedliwych”, tylko wersja elektroniczna. 


ulkens

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 Przeniosłam się na   instagram ----> https://www.instagram.com/polzywe_recenzje/