niedziela, 1 listopada 2020

 Przeniosłam się na   instagram ---->

https://www.instagram.com/polzywe_recenzje/

środa, 15 kwietnia 2020

"PŁONĄCY ŚWIAT" I.MARION - PŁONIE NICZYM MOJE NADZIEJE WOBEC TEJ SERII.

Pamiętacie mój zachwyt nad „Wiecznie żywym”? No, to już mi przeszedł. A dokładnie doprowadził do tego drugi tom serii tego autora, mianowicie „Płonący świat”.
Seria „Ciepłych ciał” Isaaca Mariona składa się z 4 części. A tak dokładniej to z 3,5, bo przed I tomem mamy tom 0,5, czyli taki wprowadzający. Nigdy nie ogarniam tych połowicznych tomów i zakrawa mi tu o S.J.Maas i pierdyliard części „Szklanego tronu”.
Niestety, drugi tom „Ciepłych ciał” zmiótł mnie z krzesła, ale w negatywnym sensie. Moją opinię potwierdza kilku znajomych, którzy także nie przebrnęli przez tę książkę. Aha, uwaga. Nie doczytałam jej do końca, bo po prostu nie podołałam i było to dla mnie męczarnią – pragnę zaznaczyć ten mały fakt. Więc traktujcie ten wpis trochę z przymrużeniem oka, bo może końcówka zrzucała papcie z nóg, a ja po prostu do niej nie dotarłam. BO UMARŁAM WCZEŚNIEJ Z 7 RAZY (z nudów).
Akcja? Jakaś tam jest. Spoko, w końcu czego można się spodziewać w książce o zombie. Zombie? Były, więc tematyka utrzymana, natomiast główny bohater (uwaga: zombie) za bardzo wyewoluował w swoim zombie-filozoficznym rozumie tworząc tomy westchnień pełnych żalu, smutku i wspomnień minionego lata. Gdyby chociaż można to było porównać do „Rozmyślań” Marka Aureliusza... gdyby to chociaż miało sens... Ale nie ma. Uprzedzam – starałam się i czytałam te jego zombie-rozkminy. Zajęło mi to kilka wykładów na uczelni. Ale nie udało się; po jakimś czasie przerzucałam kartki z jego wewnętrznymi monologami szukając akcji. Pojawiła się w końcu, bo zaczęto odcinać palce itd. Niestety, nawet to nie uratowało wartkości akcji w tej książce – rozmyślania R przemieniały się w dialogi z Julią i – o ironio – były powtórką jego dotychczasowych rozkmin w samotności. 


(hatfu)

Chętnie dowiedziałabym się, jako potoczyły się ich dalsze losy i co stało się z dozgonnym przyjacielem R (silnie staram się nie spojlerować). Jak dalej potoczą się losy ich bazy? Kim są nowe postacie?
Odłożyłam książkę w okolicy 120 strony. A tak właściwie, to po prostu oddałam ją do biblioteki. Smutno mi, bo I tom był bardzo fajny i obiecujący świetlaną przyszłość dla bohaterów i historii, niestety plan spalił na panewce i skierował się w złą stronę – no, może nie do końca złą. Złą z mojego punktu widzenia, nie lubię czytać wielostronicowych rozmyślań o miłości i niedoli głównego bohatera, interesujących niczym opisy przyrody w „Nad Niemnem”.
Z tego co kojarzę, to jest to mój pierwszy książkowy ZombieFail. Mimo wszystko I tom czyli „Wieczni żywy” wspominam bardzo dobrze i dalej go polecam z głębi serduszka. Utrzymuje dobre noty na lubimy czytać, bo 8/10, natomiast tak hejtowany przeze mnie w tym poście tom ma już tylko 6,5/10.
Halo, o czymś to chyba świadczy? Nie zamierzam dalej zagłębiać się w tę serię.


ulkens

środa, 27 marca 2019

"Apokalipsa Z" - trylogia - Manel Loureiro - "z pchlarzem wśród zombie"

„Apokalipsa Z” Manel Loureiro. Trylogia:
  1. „Początek Końca”
  2. „Mroczne Dni”
  3. „Gniew Sprawiedliwych”

Trylogię „Apokalipsa Z” stawiam na drugim miejscu w moim rankingu najlepszych zombieserii, ex aequo z „Infekcją” Andrzeja Wardziaka. Na tejże liście jest różnorodnie, bo zaczynam amerykańskim „The Walking Dead”, przechodząc przez polską „Infekcję” i kończę na hiszpańskiej „Apokalipsie Z”.
Właśnie za swoją hiszpańskość „Apokalipsa Z” załapała u mnie pierwszego plusa! Już gdy zaczęłam czytać tom pierwszy: „Mroczne dni”, okazało się że główny bohater jest Hiszpanem, tak samo jak autor serii – Manel Loureiro. Za serce jeszcze bardziej chwycił mnie fakt, że główny bohater „Apokalipsy Z” ma na imię... Manel. Uwielbiam, kiedy autor wkłada w książkę cząstkę siebie, a nie na siłę próbuje kreować świat, którego nawet nie zna (proszę mi tu nie zarzucać, że nikt nie zna świata post apokaliptycznego, ok?). Manel włożył do opowieści część Hiszpanii (sporą! On, jak i inna bohaterka, a także pewien gruby perski kot imieniem Lukullus towarzyszący Manelowi są z tego kraju), tak samo potem sprawnie nawiązuje do swojej ojczyzny, mimo że akcja przenosi się na inny kontynent. Loureiro zawodowo jest prawnikiem – książkowy Manel przed apokalipsą także nim jest. Dzięki takim chwytom, moim zdaniem, do nawet najbardziej absurdalnej książki można przemycić pierwiastek prawdy, jak i większej wiarygodności, że autor wie, o czym pisze. Prawnik łatwiej wczuje się w prawnika walącego zombie w ryjca bejsbolem. Taka prawda.

www.pexels.com

„Apokalipsa Z” łamie wszystkie poznane przeze mnie dotychczas książkowe konwenanse. Czy ktoś z Was miał pomysł, aby zabrać kota na samobójczy rejs jachtem, uciekając przed stadem zombie (poza mną, ja miałam)? By jechać na mule niczym Mojżesz pośród hordy obrośniętych grzybem chodzących trupów? Lub, by nagle – od tak – przedstawić w książce, jak by sobie poradziła Korea Północna po apokalipsie zombie? (w sumie autor miał całkiem realną wizję Korei. Trochę to straszne. Dla ciekawskich i niecierpiących zwłoki: 3 tom.)
Wraz z Manelem, Lukullusem i kilkoma innymi ważnymi postaciami, które pojawiają się dopiero potem, przemierzamy praktycznie cały świat w walce o lepsze jutro. Spotykamy się z OGROMEM brutalności, przemocy i okropieństwa, zdawanego nie tylko przez trupy. Im dalej zajdziemy w historię, tym bardziej zdamy sobie sprawę, że to nie zombie są najgorszymi potworami na ziemi, a ludzie. Chęć rządzenia „Nowym Światem” jest tak silna, kusząca i wydająca się być na wyciągnięcie ręki, że ludzie zaczynają szaleć. Praktycznie powtarza się historia z czasów II Wojny Światowej.
Osobiście uważam, że autor mógł się inspirować (bądź wyszło to całkowicie przypadkiem) Ludwikiem Gumplowiczem i jego teorią konfliktów, ponieważ Manel bardzo podkreślił różnorodność grup, które ocalały i zaczęły się zrzeszać, by móc przetrwać dalej. Ich spory i walki są charakterystyczne dla spojrzenia Gumplowicza, ale myślę, że mało kogo to interesuje.


Plusy tej powieści: zdecydowanie duża fantazja autora, lokowanie akcji w różnych miejscach świata, oryginalne i sprawne wprowadzanie nowych postaci, talent Loureiro do budowania silnych relacji między czytelnikiem, a głównymi bohaterami, ciekawe przedstawienie końca apokalipsy i życia po, opisanie zachowania społeczeństwa po tragedii, zachowań masowych i jednostkowych w sytuacjach kryzysowych. Pokazał prawdziwe oblicze ludzi. Dodatkowo książki mają ładne okładeczki (jam jest okładkowa sroka).
Minusy, jakie zauważyłam i odczuwam: brak realności, główny bohater ma chyba 92048 żyć, a wyczerpał może 2?, Loureiro powinien wymyślić nowe synonimy do słów „uderzyć, strzelić, zabić, ożyć”. Niektórzy mogą to odbierać jako coś normalnego, ale mnie strasznie wkurzało zachowanie bab! Boże! Czemu większość bab w sytuacjach stresogennych musi być taka upierdliwa i przeszkadzająca w przeżyciu... Może jestem przewrażliwiona, ale sama jestem babą i nie zachowałabym się tak jak pewna bohaterka w 3 tomie: „Gniewie Sprawiedliwych”, ponieważ to było po prostu GŁUPIE (mam na myśli sytuację z „Kotem”). Druga rzecz, która mnie zniesmaczyła, to wyolbrzymiony gniew chyba samego autora na początku 3 tomu. Przekleństwa wciskane na siłę w każdą wypowiedź i myśl głównego bohatera nieco wzbudzały u mnie zażenowanie.
Reasumując. Jeśli lubicie Zombie, survival, walkę o przetrwanie, historię prawdziwej miłości (głównie przyjacielskiej – gdzie przyjaciel jest gotów oddać za nas życie, ale także miłości między kochankami i trochę naleciałości szekspirowskich), czegoś w pewnym sensie nieoryginalnego wykonanego w oryginalny sposób – koniecznie sięgnijcie po trylogię „Apokalipsa Z”! Nie będziecie żałować. Napisana jest w przystępnym języku, czyta się szybko, a akcja wręcz wylewa się przez okładkę.
Aktualnie na rynku nie ma papierowej wersji po polsku 3 tomu, czyli „Gniewu Sprawiedliwych”, tylko wersja elektroniczna. 


ulkens

niedziela, 27 stycznia 2019

"Wiecznie żywy" I.Marion - trochę zgniły, ale daje radę!

      „Zgnił i odgnił” - tak można podsumować tę książkę.
     Na początku poznajemy R. i M. Obydwoje są w niewielkim stanie rozkładu, ale jako zombie trzymają się naprawdę dobrze! Czasem sobie „pogadają” (potrafią wypowiedzieć parę słów, coś na styl Szeptaczy z TWD – z czasem ich umiejętność mowy rozwija się), pooglądają telewizję, porobią zdjęcia polaroidem, posłuchają muzyki. Posiadają zachowania społeczne – myślą o bardziej leniwych elementach stada, przynoszą im jedzenie (np. rękę Żywego). R. bierze ślub i wychowuje dzieci (nie swoje). Mieszka w Boeingu i uczy się jeździć Mercedesem.
    Podczas jednego z polowań R napada wraz z M i kilkoma innymi zombie na stado Żywych dzieciaków. R zjada mózg pewnemu chłopakowi, który potem niczym tasiemiec zagnieżdża się w jego mózgu i dokonuje retrospekcji do snów, wspomnień i przeżyć. Jest upierdliwym wrzodem, ale dzięki temu R nabiera ludzkich cech i ocala pewne istnienie – dziewczynę zjedzonego chłopaka, Julię. R odczuwa wewnętrzną potrzebę chronienia Julii. 


    I od tego wszystko się zaczyna. Ich „miłość” - Żywej do Martwego – powoduje przemianę wirusa/epidemii/kary boskiej. Jak? Co się dzieje? No nie zdradzę, bo zaspoileruję całą historię.
„Wiecznie żywy” odchodzi od kanonu typowych zombie. Owszem, zombiaki są bardzo podobne swoją „aparycją” (jeśli można to tak nazwać) do Szwędaczy z TWD. Jedzą ludzi, by przetrwać. Jęczą. Chodzą stadami. Niewiele myślą. Natomiast R rozpoczyna nową generację zombie. Zombie, które mają szansę ponownie stać się ludźmi, a pomaga mu w tym Julia i ich burzliwa historia z Pad Thaiem i Sinatrą w tle.
    Trochę tu filozofii, trochę młodzieńczego buntu, zgnilizny, kościotrupów, krwi, braku realizmu, walki o przetrwanie, samolotów i niedopowiedzianych zdań. W tej książce (ekranizacji nie widziałam) można dopatrzyć się drugiego dna; dużo jest tu naprawdę dających do myślenia wypowiedzi o wartości życia, cieszeniu się chwilą, pogodzeniu się z przeszłością. „Wiecznie żywy” może być pocieszeniem i zdaniem sobie sprawy, że mogliśmy wdepnąć w większe gówno niż w to, w którym aktualnie jesteśmy.
    Serdecznie polecam do przeczytania. Książka jest krótka (308 str.), ma trochę ilustracji, a język jest przyjemny. Niedługo zabiorę się do czytania II tomu - „Płonącego Świata”.

środa, 14 listopada 2018

TWD - seria GUBERNATOR - Narodziny Gubernatora


    Po  obejrzeniu całego Fear The Walking Dead i byciu na bieżąco  z The Walking Dead (elo Rick), postanowiłam zabrać się za cykl książek The Walking Dead: Gubernator. W serialu nienawidziłam Gubernatora, był dla mnie parszywą purchawą, jeszcze ta chora akcja z Dyniuszkiem, która została przedstawiona w 1 tomie Gubernatora w zaskakujący sposób - wreszcie dowiadujemy się, co spowodowało, że Blake profanuje zwłoki własnej córki, a także czemu nie ma przyjaciół :(.  Będę szczera: 1 tom w porównaniu do drugiego tomu, bądź po prostu w porównaniu do serialu jest bardzo, ale to bardzo traumatyczny, chyba to jest adekwatne określenie. Ok, dobra szczerze: chory, zaskakujący, popieprzony - co trzeba mieć z głową żeby coś takiego wymyśleć? Dorównują temu chyba tylko Szeptacze i śmierć Glenna. Nie mogę zdradzić co, żeby nie spoilerować, ale Gubernator, Phillip Blake nie jest do końca tym, za kogo go uważacie... 

     Robert Kirkman i  Jay Bonansinga są geniuszami i  wcale się nie dziwię, że TWD w każdej odsłonie ma tyle fanów.  
    Polskie tłumaczenie Gubernatora, moim zdaniem, jest znakomite i świetnie oddaje klimat. Zdarzyło się parę literówek, ale w porównaniu do niektórych książek jest to nic - dodatkowo dostrzegłam dość rażący błąd w postrzeganiu czasu; w pewnym momencie bohaterowie rozmawiają o ważnym dniu, bowiem "dziś mijają 2 tygodnie od wybuchu epidemii", natomiast parę dni później udają się do miasta i rozmawiają o tym, że "już półtora tygodnia od wybuchu epidemii...". Za to autorom od pierwszych stron udało się wciągnąć mnie w ten świat, bo nawet w zatłoczonym, śmierdzącym autobusie dawałam radę czytać, gdzie zazwyczaj się poddaję. Niesamowity, niesamowity i jeszcze raz, NIESAMOWITY  klimat  walki o przetrwanie, który nie udał  się wielu autorom postapo. Kirkman ma już swój świat i doskonale wie, czego od niego chce.  Kreacja postaci jest na najwyższym poziomie, nawet z drugoplanową postacią, która żyła zaledwie kilka zdań bardzo łatwo jest się zżyć (mi było żal Detroita - żył 3 zdania [*]). Wewnętrzna walka bohaterów, ich dysonans poznawczy prowadzący do okutnych czynów, rozterki moralne - to jest to! Na to składa się ten tom. 

    Polecam wszystkim fanom zombie - nie musicie znać nic z uniwersum TWD, aby spokojnie się odnaleźć w tej serii, bo we wszystko jesteście wprowadzani od nowa. Jakby co Gubernator to ten zły co walczył z Rickiem, odciął głowę Hershelowi i wysłał czołg na Daryla.

    Książki łatwo dostać w  wersji PDF w necie. Rada - jeśli czytacie na np. Kindlu, warto zmienić format na mobi, wtedy czytanie jest o wiele przyjemniejsze i elegancko skonfigurowane.

ulkens

poniedziałek, 24 września 2018

Pierwsze wyjście z grobu

    Witam serdecznie na blogu poświęconym recenzjom wszystkiego, co jest powiązane z zombie, flakami, rychłą śmiercią, rychłym zmartwychwstaniem, jękami, grobami, wirusami, mutacjami i apokalipsami. Jak ludzie mają różne hobby, ogrodnictwo, moda, gotowanie to moim są między innymi zombie. Zaczęło się od przypadkowego oglądania The Walking Dead, następnie zmutowało się to w czytanie książek i zainteresowanie tematem jakim jest apokalipsa Z. Smutno mi to stwierdzać, (a może właśnie powinnam z dumą?) ale bardziej mam zaplanowane co robić, gdyby wybuchła apokalipsa zombie, niż co robić w przyszłości. 
    Moimi ulubionymi seriami są: Infekcja Andrzeja Wardziaka (pisz szybko 3 część bo niedługo zaczynają mi się 4godzinne wykłady i co mam robić?!), Apokalipsa Z Manela Loureiro - czekam z nadzieją, kiedy wydadzą u nas 3 tom w formie papierowej, oraz PLZombie Łukasza Radeckiego i Roberta Cichowlasa. 


    Na wstępnie szczerze mogę polecić kanał na Youtube - Quadrotes. Co za gość, jaki ma głos! Czyta creepypasty (straszne historie) i jest świetnym lektorem. Słychać, że lubi  to co robi i wkłada w to kupę pracy. Jego materiały są przygotowane profesjonalnie, mimo iż jest amatorem. Tematyka poruszanych spraw została ujęta bardzo szeroko - od problemów egzystencjalnych, po historie paranormalne, mityczne, kryminalne, aż po zombie. Aktualnie nagrywa serię Wirus podesłaną przez widza, i muszę przyznać, że jest naprawdę klimatyczna! W tym momencie to moja ulubiona creepypasta, a to szok z racji tego, iż audiobooki nie należą do moich ulubionych form przedstawiania historii - trudno jest mi zachować pełne skupienie na ich wysłuchanie. Od jakiegoś czasu wykonuję Quadrotesowi miniaturki do filmów.

https://www.youtube.com/channel/UCcuYuH1t1TzzueZ8oSGJo9A


    Na zakończenie wstępu chcę uprzedzić, iż jestem dość ironiczną osobą i nie umiem brać wielu spraw na poważnie, dlatego publikowane recenzje będą najczęściej na półmartwo, pół serio.


ulkens

 Przeniosłam się na   instagram ----> https://www.instagram.com/polzywe_recenzje/